jak wspierać potencjał dziecka

5 mitów na temat talentów dzieci

Agnieszka Siołek-Cichocka MOCNE STRONY 12 Comments

Na wielu portalach parentingowych i edukacyjnych spotykam się z artykułami dotyczącymi uzdolnień dzieci. Najczęściej zawierają one listy cech i umiejętności, którymi powinno wykazać się dziecko zdolne. Zazwyczaj się z nimi nie zgadzam i uważam, że bardziej mieszają rodzicom w głowach, aniżeli pomagają. Dlaczego? Bo bardzo łatwo przekracza się w nich granicę wspierania potencjału, na rzecz dążenia do doskonałości i perfekcji. A przecież rozwijanie potencjału to wspieranie tego, co w nas naturalne i pójście za głosem indywidualnego rytmu. I nie ma to nic wspólnego z dążeniem do ideału i wypatrywaniem w dziecku oznak geniuszu.

1. Dziecko zdolne to takie, które dobrze radzi sobie w szkole

To nieprawda. I bardzo krzywdzące przekonanie. Jak wiele jest dzieci, które nie radzą sobie z niektórymi przedmiotami, ale są świetne w jednej określonej dziedzinie. Fakt, że w szkole trzeba się zmierzyć z różnymi przedmiotami nie oznacza, że świadectwo z czerwonym paskiem świadczy o talencie. Średnia 5,0 to nie objaw talentu, ale rezultat pracowitości, braku wyboru, a być może i oznaka przymusu. Dziecko zdolne ma prawo być przeciętne w dziedzinach, które nie leżą w obrębie jego potencjału i to normalna sprawa, którą bardzo rzadko bierze się pod uwagę przy ocenie. Zdolne nie znaczy najlepsze. Warto mieć to na uwadze, gdy po raz kolejny zdecydujemy się przypisać dziecku łatkę lenia, nieuka czy ucznia słabego. Znacie kogoś kto jest dobry we wszystkim? Bo ja nie. Więc dlaczego oczekujemy tego od dzieci? Czy to nie paradoks?

2. Jeżeli dziecko nie jest geniuszem, to nie jest utalentowane

Czy aby mieć talent, trzeba być od razu Mozartem lub Einsteinem? Owszem, zdarzają się mali geniusze, którzy w wieku lat 3 potrafią wyczyniać niestworzone rzeczy, ale bez przesady. To, że dzieciak nie siada od malucha do pianina i nie wygrywa skomplikowanych etiud, nie oznacza, że nie ma talentu muzycznego. Tak samo z innymi dziedzinami. Nie dajcie sobie wmówić, że talent musi być spektakularny i widowiskowy. Dziecko to nie aktor na cyrkowej arenie.

3. Nieśmiałość i introwertyzm są wadą

„Twoje dziecko jest zdolne, jeśli przejawia na lekcjach/zajęciach wyjątkową aktywność, zgłasza się i ma generalnie 100 pytań do. A do tego tworzy poprawne relacje z rówieśnikami, wykazuje cechy przywódcze, jest śmiałe, przebojowe i potrafi współdziałać w grupie itd.” Czyli punktowanie za śmiałość i ekstrawertyzm. Niestety jest to na tyle powszechne, że rodzice coraz częściej martwią się, gdy ich dziecko jest nieśmiałe lub „zbyt spokojne”. Bo sobie nie poradzi, bo to nienaturalne dla dziecka. Zupełnie niepotrzebnie. Są temperamenty, które czują się, jak ryba w wodzie będąc w centrum uwagi, mówiąc na forum itp., ale są i takie, którym może to nie służyć np. introwertycy.

Zewsząd docierają do nas informacje, że mamy błyszczeć, być przebojowi, mieć gadane i wyróżniać się. Tylko po co? I kto na tym zyskuje? Terror ekstrawertyzmu opiera się na przekonaniu, że jeśli jesteś spokojny, wyciszony lub zamknięty w sobie, to na pewno sobie nie poradzisz. Kompletna bzdura. Na co dzień pracuję z utalentowanymi, a zarazem wycofanymi i nieśmiałymi dziećmi, dla których spokój, cisza i możliwość pracy w małej grupie bez naciskania na aktywność to warunki, które uaktywniają i rozwijają ich potencjał. Wiele współczesnych badań naukowych udowadnia, że w introwertyzmie tkwi ogromy potencjał. Jedno z ciekawszych wystąpień na ten temat możecie zobaczyć w „Potęga introwertyków”bardzo polecam.

Jeżeli interesuje cię temat introwertyzmu przeczytaj również –  „Introwertyk w małej firmie”, gdzie poruszam temat prowadzenia firmy przez introwertyków.

4. Tylko nieliczni mają talent

Artykuły o małych zdolnych mają ten mankament, że zasiewają w głowach rodziców ziarno niepewności. Z postawionym w tytule pytaniem w stylu: „Czy twoje dziecko jest zdolne?”, na które można odpowiedzieć „tak” lub „nie”. I jak sugeruje nagłówek – albo jest zdolne, albo nie jest. A co jeśli okaże się, że nie? Tego typu pytania to zabieg, który ma przyciągnąć naszą uwagę, zmusić do zastanowienia, a przy okazji wywołać wątpliwości. Tworzenie list i zestawień sprzyja kategoryzacji i standaryzacji. A to nijak się ma do indywidualizacji, która jest podstawą rozwijania potencjału. Następnym razem nie zastanawiaj się, czy twoje dziecko jest zdolne, ale pytaj w jakim kierunku ma uzdolnienia. Czy widzisz różnicę? Pierwsze pytanie utwierdza w przekonaniu, że talent jest dla nielicznych, drugie daje możliwość odkrycia potencjału u każdego. Właściwe postawione pytanie potrafi diametralnie zmienić perspektywę.

5. Talent jest zgodny z „normą”

Jako, że jestem totalną zwolenniczką indywidualnego podejścia, to bardzo nie podobają mi się te wszystkie listy z zestawieniami cech uzdolnień tworzone na potrzeby portali parentingowych. Daleko odbiegają od profesjonalnych technik diagnozy potencjału. Bo czy w kilku zdaniach i w jednym artykule można zawrzeć całą prawdę o czyimś uzdolnieniu? W mojej opinii nie można. To nie matematyka czy architektura, aby podawać gotowe parametry i na tej podstawie sprawdzać, czy ktoś pasuje do tego obrazu. Mierzenie jedną miarą powoduje w tym wypadku szkody. Odkrywanie potencjału i talentu to godziny pracy i obserwacji. To praca z człowiekiem, a co za tym idzie ogromna różnorodność, szereg rozmaitych kontekstów i wzajemnych między nimi zależności. Nie ma jednej normy dla określenia talentu. Bo ile istnień, tyle kombinacji w zakresie temperamentu i charakteru.

To kilka przekonań, które utrwalane szkodzą rozwojowi dzieci, ale i nam dorosłym. Jak wiele z nich krąży w obiegowej opinii od lat i skutecznie obniża poczucie wartości dziecka i jego samoocenę. A ile siedzi w naszych głowach i hamuje nas samych przed działaniem?

Co Ty sądzisz na ten temat? Podziel się ze mną swoją opinią.

Czekam na Wasze komentarze i pozdrawiam.

A jeśli spodobał Ci się ten artykuł, podziel się nim ze znajomymi.

AUTOR

Agnieszka Siołek-Cichocka

Facebook Google+

Projektant zawodowej zmiany. Pedagog. Logopeda. Twórca marki Dwie Kropki Wierzy w życie pozaetatowe. I w życie na własnych zasadach. Pasjonatka nurtu psychologii pozytywnej, odkrywania mocnych stron i metafory. Mieszka w Poznaniu, gdzie tworzy i prowadzi swoją firmę. Prywatnie książkowy mol i szczęśliwa żona.

Dołącz do newslettera i pobierz ćwiczenie

DIAGRAM ODKRYWANIA TWOICH MOCNYCH STRON

Nie lubisz spamu? To świetnie! Bo ja nie mam na niego kompletnie czasu.

  • Pingback: Introwertyk w wielkim mieście – cz. I | Pracownia Edukreacji()

  • Świetny artykuł, powinien go każdy obecny i przyszły rodzic przeczytać. Często błędnie postrzegamy wartość dzieci poprzez ich dobre oceny i wpisanie się w schematyczne ramy systemu szkolnictwa, systemów zachowania – „bądź grzeczny i nie przeszkadzaj, baw się cicho – dlaczego jesteś taki cichy i mało przebojowy, nie dasz sobie rady w życiu”. Od tych sprzecznych informacji dzieci głupieją, zamiast budując w sobie pewność siebie i stabilny grunt pod nogami, by się przygotować na życie w świecie dorosłych.

    • Dzięki za Twój wpis. Fajnie, że Ty również myślisz w ten sposób 🙂 Pozdrawiam!

    • Margareta

      No właśnie, kiedyś ideałem było grzeczne, ciche dziecko, teraz głośne i wygadane. Czyli jednak te wzorce idealnie dostosowanego do społeczeństwa człowieka się zmieniają.

  • Pingback: Jak odkrywać pasje i talenty? - rozmowa z Agnieszką Siołek autorką bloga Pracownia Edukreacji | motywacja - rozwój - kariera()

  • Agnieszko, ten temat tez mi leży na sercu. I chyba mam potrzebę podjąć go też u siebie. Jest często tak, ze dorośli chcą wpasować dzieci w swoje dorosłe normy zapominąjąc o tym, że dzieci to nie miniaturki dorosłych, tylko ludzie, którzy mają prawo przeżyć dzieciństwo w kreatywny i czasem nieokiełznany sposób. 🙂

    • Niestety, tak jest bardzo często. Choć świadomość w tym kierunku rośnie, co również mnie cieszy. Tak czy inaczej edukacja w tym zakresie jest potrzebna. Pracuję już 7 lat z dziećmi i rodzicami i za każdym razem boli mnie, kiedy wiedzę, jak wiele rzeczy niszczy potencjał dziecka. Żyjemy również w czasach, które niestety temu sprzyjają. Pęd ku doskonałości…. , co widać również na rynku edukacyjnym/wychowawczym.

      Ja bym mogła o tym pisać i rozmawiać godzinami 😉 Niebawem na pracowni będzie więcej o rozwijaniu mocnych stron dzieci właśnie 😉

  • Eudaimonia E.

    Dawno nie czytałam tak mądrego, wartościowego i merytorycznego artykułu.
    PS Wspomniany Einstein był introwertykiem, a nawet autykiem, mocno
    przeciętnym studentem (przy swoim imponującym IQ), a jednak nikt nie
    zaprzecza, że był też geniuszem. I to powinno być mocnym przykładem,
    przeciwko tezom, o których wspomina Pani w tekście. Wybitna średnia ocen
    szkolnych to jedynie oznaka dobrej pamięci lub silnie rozwiniętych
    ambicji (rodziców lub dziecka), wspartych żmudną robotą. O żadnym
    talencie, a tym bardziej o geniuszu nie zaświadcza.

  • Anna Sowińska

    dziękuję za bardzo mądry pełen ciepła tekst. jestem zgodna z Monttsserat, to tekst dla wszystkich rodziców. Musze powiedzieć ze nie mogłam patrzeć jak niektórzy z rodziców w szkole, w której pracowałam planowali dziecku każdy dzień bez możliwości oddechu takiego dnia na zabawę swobodną – a potem się dziwili dlaczego ich pociecha jest zmęczona. Oczywiście dla każdego rodzica ich dziecko jest wyjątkowe bo jest natomiast trudno jest się przyznać przed innymi ze w czymś nie osiąga poziomu wykreowanego przez rodzica. Brawo za odwagę o porozmawianiu o prawdziwych potrzebach małego dziecka!

    • Dziękuję Aniu za miłe słowa 😉 Ja również mam podobne doświadczenie z okresu, kiedy pracowałam w szkole i m.in. właśnie z tych wszystkich obserwacji zrodziło się we mnie poczucie niezgody na taką sytuację. Pozdrawiam Cię serdecznie!

  • Margareta

    A ja tam nie bardzo wierzę w te podziały na „intro” i „ektra”-wertyków. Moim zdaniem to bardzo szufladkujące, a zarazem opiera się na wtłaczaniu ludzi w określone ramy zgodnie z panującą aktualnie modą na taki, czy inny typ osobowości. Mam usposobienie które łatwo określić jako „introwertyczne” dla postronnych osób, ale wiem, że tak naprawdę jestem bardziej złożona. Po prostu nie lubię tego wszechobecnego nakazu bycia głośnym, wygadanym, „przebojowym” i ekspresyjnie wyrażającym emocje któremu jednak ulega większość ludzi już na etapie szkoły, byle tylko zostać zaakceptowanymi w grupie. Wydaje mi się więc, że u większości ludzi te „ekstrawertyczne” zachowania są wyuczone, są takim maskowaniem się na potrzeby funkcjonowania w społeczeństwie i nie mają wiele wspólnego z ich prawdziwą osobowością. Ci zaś których określa się jako „indywidualistów” czy „introwertyków” po prostu mają, hmm… większą odwagę i potrzebę żeby nie ulegać modzie i presji na bycie „ektrawertykami”?