Jak zamienić etat na własna firmę?

Szybkie cięcie czy metoda małych kroków?

Agnieszka Siołek-Cichocka PRACUJ Z PASJĄ, RÓB TO, CO KOCHASZ 7 Comments

Osoby, które planują zamianę etatu na własną firmę często borykają się z dylematem: rzucić etatową posadę od razu czy małymi krokami? Nie dziwi mnie, że tak wiele osób ma z tym problem. Sama go miałam i wiem, jak bardzo jest to męczące i trudne. Zmiana pracy to w końcu poważna sprawa. A każdy kto o tym myśli, chce się czuć bezpiecznie, więc warto tę kwestię porządnie rozważyć. Jak zatem  dokonać takiej zmiany?

Bezpieczne przejście

Metoda bezpiecznego przejścia to stopniowe odrywanie się od etatu. Tę metodę polecam najbardziej. Zastosowałam ją sama i w moim przypadku sprawdziła się w 100%. Co trzeba w niej uwzględnić?

1. Przygotuj się na dodatkowe godziny pracy

Nastaw się na to, że przez pewien okres będziesz pracować na etacie i jednocześnie poświęcać jakąś ilość godzin w tygodniu na rzecz własnej firmy. Oznacza to, że przybędzie ci więcej pracy. Ile? To zależy od Ciebie. Niektórych przeraża fakt, że będą musieli robić więcej. Ale coś za coś. Kilka godzin w tygodniu to nie jest nie wiadomo, jak wiele. Najistotniejsze jest w tym jednak to, że tą metodą NIC nie ryzykujesz.

Zakładanie własnej firmy wymaga większych nakładów czasu i pracy – nikt nie powiedział, że będzie lekko. Dlatego warto ten czas zainwestować, kiedy masz jeszcze poduszkę ochronną w postaci etatu.

Jeżeli naprawdę chcesz spróbować podziałać z pomysłem na własną firmę, nie ma lepszego momentu!

2. W poszukiwaniu zaginionych godzin

Określ realnie, ile godzin w tygodniu jesteś w stanie poświęcić na dodatkowe działania związane z twoją firmą. 1h, 3h a może więcej? Ja poświęcałam swoim działaniom około 5 h dodatkowo w tygodniu. Trudno stwierdzić czy to mało czy dużo. Ważne, że dla mnie było w sam raz. Kiedy mogłam pracować więcej, to wydłużałam, a kiedy nie miałam czasu, to skracałam. Czas modyfikuj w zależności od twoich potrzeb i samopoczucia. Kilka godzina w tygodniu dodatkowej pracy wydaje się niewiele, ale w skali roku to naprawdę bardzo dużo.

Wiele osób ma problem z wyłuskaniem tych kilku dodatkowych godzin w tygodniu. Ale ile czasu tracimy na zastanawianie się i gdybanie? Lub na inne bezproduktywne działania. Ten czas lepiej wykorzystać na realne działania i przekonać się o sile rażenia własnych pomysłów.

O tym, jak znaleźć więcej czasu pisała Ola Budzyńska z Pani Swojego Czasu w artykule „Jak znaleźć czas na rozwój?”. Przy okazji polecam stronę Oli, na której znajdziecie ogrom wskazówek, jak wyłuskać czas na realizację swoich celów.

3. Zaznacz w kalendarzu, kiedy chcesz pożegnać etat

Określ zakres czasu, w którym chcesz osiągnąć swój cel – czyli przejść z etatu do własnej firmy. Świadomość długości czasu ma ogromne znaczenie, a jego określenie, chociażby symboliczne, przekłada się na działanie i motywację. To jeden z kroków do powiedzenia sobie TAK na drodze zmiany.

Ja wyznaczyłam sobie rok. Ustawiłam ten czas intuicyjnie, bo właśnie taki wydawał mi się najwłaściwszy na realizację moich planów. W tym czasie ujęłam wszystko, co miałam do zrobienia – zrobienie bloga/strony, doszkalanie, kursy, zdobywanie wiedzy na temat promocji i marketingu, zdobywanie pierwszych klientów itp. Trochę się napracowałam, ale czas pędzi, jak szalony, więc rok minął mi jak pstryknięcie palcem. Ani się obejrzałam, a już pracowałam w swojej firmie.

4. Nie zakładaj firmy od razu

Wykorzystaj fakt, że jesteś na etacie. Dopiero, kiedy będziesz mieć klientów, pomyśl o sposobach rozliczenia. Na początek rozwiązaniem jest umowa o dzieło, do której nie trzeba zakładać firmy. Warto również wiedzieć, że kiedy pracujesz na etacie i zakładasz firmę, opłacasz tylko obowiązkowe ubezpieczenie zdrowotne (co zmniejsza koszty), ponieważ resztę opłaca już twój zakład pracy.

5. Określ strategię działania

Wyznaczony czas przeznacz na budowanie swojej marki i strategię działania. Zanim firma przyniesie ci pierwsze pieniądze, trzeba w nią zainwestować czas, obmyślić plan działania, sprawdzić, czy twój produkt/usługa się przyjmie, znaleźć pierwszych klientów itp. Jest tego naprawdę sporo, a za czas poświęcony na obmyślanie tego wszystkiego, nikt ci nie zapłaci. Mało tego, przy niektórych działaniach możesz potrzebować usług innych osób, za które to ty zapłacisz np. za zrobienie strony www. I to kolejny argument za tym, aby to wszystko zrobić, kiedy jesteś jeszcze na etacie.

6. A co jeśli ci nie wyjdzie?

Jedną z najczęstszych blokad przed założeniem firmy jest myśl: „A co jeśli mi się nie uda?”. I właśnie po to jest etap przejściowy. Dokładnie po to, aby ci się nie udawało, abyś popełniał błędy bez ryzyka, że za chwilę zostaniesz na lodzie i bez pracy. Poza tym to doskonały czas, aby zweryfikować swoje plany – wcielić swoje pomysły w życie, kiedy są jeszcze niedoskonałe i ulepszyć to, co nie działa. Lub dojść do wniosku, że może jednak nie tą drogą, bo ten typ usług jest nie dla ciebie. Tak też może się zdarzyć. Ale wbrew pozorom, to bardzo dobra wiadomość, bo robisz miejsce dla tego, co nowe.

Ze swojego doświadczenia napiszę, że moje początki nie były kolorowe. W fazie przejściowej popełniałam mnóstwo błędów, ogromu rzeczy nie wiedziałam, były momenty, że błądziłam, jak we mgle. Ale… z każdym kolejnym krokiem było mi coraz łatwiej. Bo każda decyzja wzmagała ruch, a to z kolei przybliżało mnie do docelowego punktu.

7. Określ liczbę klientów i kwotę

Oszacuj ile klientów w miesiącu potrzebujesz, aby zarobić określoną kwotę. W tym celu ustal orientacyjny cennik usług. Uwzględnij w tym wszystkie koszta (ZUS, podatek, zakup sprzętu, wynajem pomieszczenia, księgowość itp.).

Nie oczekuj, że klienci pojawią się od razu, i że już na początku zarobisz tyle, ile chcesz. To długotrwały proces, dlatego warto popracować nad nim, kiedy masz stały etatowy dochód.

8. Pomyśl nad strategią promocji i reklamy

Jeżeli wiesz już mniej więcej, ile klientów w miesiącu potrzebujesz, aby zapracować na koszta i życie, zastanów się nad strategią reklamy i promocji twojego biznesu i działań. W jaki sposób znajdziesz klientów? Kim oni są? Jaką drogą do nich dotrzesz?

9. Opowiedz światu o swoich planach

To trudne zadanie. I jednocześnie jeden z powodów dla których nie ruszamy z miejsca. Bo co powiedzą o nas inni? Znajomi, ciocia, sąsiedzi z klatki. Obawa przed krytyką bywa paraliżująca. To jednak żaden argument. Strach jest, był i będzie ci towarzyszył, więc już na tym etapie warto się z nim oswajać.

Powiedz swoim znajomym i rodzinie, co planujesz, jaki masz pomysł. Reakcje będą zapewne rozmaite. Mnie np. sporo osób odradzało odejście z etatu, z czym było mi ciężko. Jednak oprócz powątpiewania i spojrzeń typu „co też ci wpadło do głowy?” dostałam również sporo wsparcia i dopingu. Dzięki temu znalazłam osoby, które chciały ze mną współpracować, dobrych doradców, od których warto się uczyć i swoich pierwszych klientów! Tak, tak. Naprawdę nigdy nie wiesz kto, gdzie i kiedy otworzy przed tobą nowe drzwi.

10. Działaj i testuj

Bez tego ani rusz. Nie ma w ogóle opcji, aby twoja firma odniosła sukces, jeśli nie przystąpisz do działania i realizacji kroków, które ustaliłeś wcześniej. Uprzedzam przy tym uczciwie, że jest to krok najtrudniejszy, w którym niejednokrotnie zwątpisz w sens swoich działań. Niestety tak jest. Ale trzeba zagryźć zęby i stoczyć bój ze swoimi słabościami. Zwyczajnie spróbować, bo nie masz nic do stracenia, a zainwestowany czas tak, czy inaczej będzie nauką i rozwojowym doświadczeniem, którego nikt ci nie zabierze.

Czy bezpieczne przejście ma jakieś minusy? Tak, jeden wielki. Jest nim poczucie bezpieczeństwa, które zapewnia etat. Wbrew pozorom ta komfortowa sytuacja jest wielkim utrapieniem w momencie podejmowania decyzji. Dopóki jesteś na etacie, masz najwięcej wątpliwości i obaw. Komfort sprzyja również odwlekaniu działania na później i na później.

Szybkie cięcie

Są i tacy, którzy wolą rzucić się na głęboką wodę – czyli rzucić etat z dnia na dzień. I choć ja na tę opcję bym się nie zdecydowała, jest kilka plusów takiego działania:

  • Odcięcie się od etatu sprawia, że masz więcej czasu i przestrzeni, aby skupić się tylko na swojej firmie. W tym wypadku wzrasta szansa, że firma zacznie przynosić profity o wiele wcześniej – oczywiście, kiedy zaangażujesz się w nią na maksa.
  • Radykalne cięcie sprawia, że nie masz wyjścia. Ten fakt na niektórych potrafi zadziałać niezwykle motywująco. Z resztą wiele osób właśnie tego obawia się najbardziej, bo taka sytuacja oznacza, że trzeba zacząć działać. Tutaj już nie ma jak odłożyć czegoś na później. No chyba, że chcesz pogrążyć się na starcie.
  • Nagłe rzucenie etatu sprawdza się u osób, które są zabezpieczone finansowo i mogą sobie pozwolić na sytuację, w której np. przez kilka dobrych miesięcy nie mają przychodu.
  • Rzucenie etatu to nie jest nieodwracalny ruch. Owszem, czasem okaże się, że nie możesz wrócić do poprzedniej firmy, ale jest szansa, że zatrudnią cię w innej.

Szybkim cięciem czy małymi krokami? Wybór należy do ciebie. Ale pamiętaj zawsze, że życie jest tylko jedno i naprawdę szkoda marnować je na pracę, która nie sprawia ci radości i satysfakcji. Warto więc robić coś w kierunku zawodowej zmiany na lepsze i dać sobie szansę przeżyć swoje życie pełniej i sensowniej. Jak sobie w tym pomóc, pisałam również w części pierwszej „6 kroków by zamienić etat na własną firmę”.

A jeśli masz już jakiś zarys swojej firmy i wiesz, co chcesz w niej robić poznaj 16 sposobów na promocję i zdobycie klientów.

A Tobie, która z opcji wydaje się lepsza?

AUTOR

Agnieszka Siołek-Cichocka

Facebook Google+

Projektant zawodowej zmiany. Pedagog. Logopeda. Twórca marki Dwie Kropki Wierzy w życie pozaetatowe. I w życie na własnych zasadach. Pasjonatka nurtu psychologii pozytywnej, odkrywania mocnych stron i metafory. Mieszka w Poznaniu, gdzie tworzy i prowadzi swoją firmę. Prywatnie książkowy mol i szczęśliwa żona.

Dołącz do newslettera i pobierz ćwiczenie

DIAGRAM ODKRYWANIA TWOICH MOCNYCH STRON

Nie lubisz spamu? To świetnie! Bo ja nie mam na niego kompletnie czasu.

  • Szybkie cięcie brzmi kusząco, ale chyba nie miałabym odwagi, żeby tak to rozwiązać. 🙂

    • No właśnie, to mega trudny ruch. I trzeba mieć do niego niezłe zaplecze, nie tylko finansowe, ale i układ nerwowy w ryzach 😉 😉

  • Przyznaję się do szybkiego cięcia 😉 Czy zdecydowałabym się na nie drugi raz? Lubię myśleć, że wybory, których dokonuję, są najlepszą opcją – biorąc pod uwagę swoją wiedzę oraz stan psychofizyczny w danym momencie życia. Miałam (i nadal mam) to szczęście, że mój nie-mąż jest niesamowicie wspierającym mnie człowiekiem. Nie tylko finansowo, ale także duchowo. Wierzy we mnie bardziej niż ja sama 🙂

    Dopóki pracowałam na etacie, to ciągle miałam jakieś usprawiedliwienie, by nie rozkręcać LZ. A to zmęczenie, a to brak czasu, a to to, a to śmo 😉 Wiedziałam, że tylko w momencie, gdy nie będzie bezpiecznej przystani, zacznę się tym zajmować na serio. Natomiast, jeśli ktoś ma możliwość zostać na etacie i równolegle rozwijać swój biznes (a przy tym nie oszaleć i wciąż mieć czas na sen) – to zdecydowanie ten model bym polecała.

    Marka LZ jest stosunkowo młoda. Z zachwytem patrzę na Olę – Panią Swojego Czasu, która jest w zasadzie równolatką LZ. Podziwiam to jak pięknie rozkręciła swoją markę, jest dla mnie mega inspiracją. Wiem, że wszystkie kroczki, jakie teraz drobię, w końcu się zwrócą. Co pół roku mam kryzys, kiedy zastanawiam się, czy to, co robię, ma sens. I wtedy oglądam się przez ramię, patrzę skąd wyruszyłam, ile się wydarzyło, ile już osiągnęłam, i wstaję z tego swojego kanionu niewiary 😉

    • Dzięki za Twój komentarz 😉

      Ile ludzi, tyle różnych strategii oraz motywacji. Ale to dobrze, bo nie ma jednej recepty dla wszystkich, więc istotne, aby znaleźć sposób na siebie 😉

      Ja będąc na etacie byłam bardzo zdeterminowana do rzucenia go i pragnęłam tego, w tamtym momencie, najbardziej na świecie. To dodawało mi siły. Choć nie tylko to. Jakiś odzew i ruch, który widziałam pomiędzy również pchał mnie do przodu i zbliżał do odcięcia się na dobre. Ale rzeczywiście jest i tak, jak piszesz. Ten wentyl bezpieczeństwa etatowego, który akurat mnie nie zagroził, to jeden z największych minusów metody „krok po kroku”.

      To co łączy te dwie metody to moment, w którym i tak trzeba podjąć decyzję o odejściu. I tego nie da się już uniknąć. To akurat jeden z okropniejszych momentów, które wspominam podczas rzucania etatu. Pamiętam doskonale strach i ten sabotaż w mojej głowie, który mówił mi, że „przecież mój etat jest najwspanialszą pracą na ziemi i lepszej nie mogłam sobie wymarzyć”. Tak, tak 😉

      Tak czy inaczej. Jak dobrze, że mamy to już za sobą. Wprawdzie własna firma to niezły orzech do zgryzienia, a i sporo chwil zwątpienia, ale ja i tak nie zamieniałbym tego na nic innego 🙂

      • Ja nie pamiętam, jaki monolog się wtedy toczył między moimi uszami. Ale było kilka momentów, kiedy sobie mówiłam: „O czym ja do licha myślałam, rzucając etat?” 😉 Na szczęście tych momentów jest coraz mniej. Trzymam kciuki za nas obie! 🙂

  • Metoda małych kroków jest zdecydowanie jest bezpieczniejsza 🙂