żałoba

Pozwolić odejść. O sile pożegnań, przemijania i strat

Agnieszka Siołek-Cichocka MOCNE STRONY, ŻYJ NA WŁASNYCH ZASADACH 23 Comments

Jakiś czas temu napisałam na FB tekst o żegnaniu się ze starą wersją siebie. Po jego publikacji Czytelniczka zapytała mnie, czy wynika on z moich doświadczeń. Pomyślałam, że to dobre pytanie, aby napisać Wam o sile pożegnań, przemijania i strat.


Ponad pół roku temu zmarł nasz Synek. Okres żałoby to dla mnie najtrudniejszy, ale jednocześnie niezwykle refleksyjny czas. Cierpiąc i tęskniąc za Tymkiem, zauważyłam, że odszedł nie tylko On. Odeszły pory roku. Odeszli niektórzy znajomi. Odeszła część mnie. Odszedł ode mnie znajomy świat. Odeszły moje niektóre wartości. A za nimi zmieniły się cele, plany i priorytety. Odeszło ode mnie złudzenie, że mam nieskończony czas.

Na to, aby kochać mocniej.
Na to, aby później spełniać marzenia.
Na to, że kiedyś zdążę zrealizować rosnący stos pomysłów.
Na to, aby cieszyć się życiem.
Na to, aby spotykać się z bliskimi.
Na to, aby zostawiać siebie na potem.

Odeszło ode mnie złudzenie, że mam nieskończony czas na życie.

Dziś wiem, że później nie zdarza się nigdy. Że każdego dnia coś odchodzi od nas bezpowrotnie. Że jeszcze wczoraj było na coś miejsce, ale dziś już go nie ma. I że wcale nie trzeba być w żałobie po śmierci bliskiej osoby, aby przeżywać żal i bolesną stratę. Bo ile jest w naszym życiu takich strat? Tysiące.

Ale to nie tak, że po stracie zostaje w nas czarna dziura i nicość.

Zmieniamy pracę, ale na jej miejsce może pojawić się bardziej adekwatna.
Zmieniamy związki, ale to jedna z szans, aby mieć lepszy związek ze sobą.
Tracimy niektóre relacje, ale zacieśniają i pogłębiają się najtrwalsze i najbardziej wartościowe.
Tracimy dzieciństwo, ale przychodzi dorosłość.
Tracimy znajomy obraz świata, ale z nowej perspektywy widać go wyraźniej.
Tracimy zdrowie, ale znajdujemy czas, aby w końcu o siebie dbać.
Tracimy marzenia, ale robimy przestrzeń do działania.
Tracimy czyjąś miłość, ale robi się przestrzeń, aby nauczyć się kochać siebie.
Tracimy część siebie, ale to była część, która blokowała nas przed wzrastaniem.
Zmieniamy siebie, ale przychodzi dojrzałość.
Odchodzą wartości, ale na ich miejsce wskakują aktualne i dopasowane do dziś.

Kiedy coś odchodzi, coś nowego przychodzi. Tylko, aby przyszło nowe, musi odejść stare. Obu w jednym czasie nie pomieścisz i nie pogodzisz. A co zrobić, aby odeszło stare?

Poddać się nieprzyjemnym emocjom, które przynosi zmiana. Zrobić dla nich miejsce i przeżyć je nie przyspieszając niczego. Pozwolić im być jako naturalnej części życia. Nie walczyć z nimi, ale uważnie obserwować i próbować akceptować. Pozwolić sobie na to, aby czuć się źle, bardzo źle i najgorzej. Wpuścić smutek, złość i łzy.

To nie jest przyjemne, ale wbrew pozorom, to właśnie konfrontacja, z tym, co niewygodne, jest potrzebna, aby przejść na jaśniejszą stronę ulicy. Pożegnanie tego, co nieaktualne – znoszonych i ciasnych myśli – to również jeden z etapów, aby iść w kierunku swoich mocnych stron i mocnych stron życia.

A kiedy potrzebujesz, skorzystaj z czyjejś pomocy. To ważne, kiedy inni towarzyszą nam w procesie zmian. Takim towarzyszem może być ktoś bliski, psychoterapeuta, psycholog lub coach.

Nie chcę powiedzieć, że to dobrze, iż przydarza nam się strata i bolesny cios. Byłoby cudownie, gdyby się nie przydarzały. Gdybyśmy nie tracili dzieci, rodziców, relacji, związków, pracy, poczucia własnej wartości, marzeń i planów. Ale przydarza się nam i to niezaprzeczalny fakt. A skoro tak musi być, to chcę położyć akcent na ten jasny punkt. Że każda strata może być punktem zwrotnym do dobrych zmian. Wiele zależy od tego, w jaką stronę zdecydujemy się spoglądać i co z tym doświadczeniem zrobić.

Myślę, że o przemijaniu i odradzaniu sporo dobrego możemy nauczyć się od pór roku. Od nieuchronnego cyklu zmian, który istnieje w przyrodzie. W nich jest czas na rozwój, ale i czas na to, aby zatrzymać się i pożegnać. Jesienią muszą spaść liście i deszcz, aby użyźnić ziemię, która wiosną i latem wyda owoce. Tylko nie tak od razu. Jeszcze przyjdzie zima. Natura dobrze wie, że wcześniej trzeba się zatrzymać i dać wewnętrznym procesom czas. Że coś musi odejść, aby nowe mogło przyjść.

„Straty stanowią część naszego życia – są powszechne, nieuniknione i nieubłagane. Są konieczne, gdyż tracąc coś, rezygnując z czegoś i zostawiając coś za sobą, wzrastamy” – Judith Viorst

Dlatego pozwalam odejść…

Starej wersji siebie.
Dziecku, które miało na siebie zupełnie inny plan.
Planom, którym niewygodnie jest na karcie mojego życiorysu.
Zimie, która przyniosła spokój i zatrzymanie.
Relacjom, które nie wnoszą niczego dobrego.
Emocjom, do których zbyt mocno się przywiązałam.
Myślom, którym ze starości zrobiły się zmarszczki.
Perspektywie, przez którą widzę tylko połowę świata.
Marzeniom, których nie zrealizuję.
Książkom, których nie napiszę.
Nawykom, przez które wpadam w czarne dziury Wszechświata.

Puścić to wszystko. Niech leci w świat jak kolorowy latawiec.

A co zabierze w świat Twój latawiec?

AUTOR

Agnieszka Siołek-Cichocka

Facebook Google+

Projektant zawodowej zmiany. Pedagog. Logopeda. Twórca marki Dwie Kropki Wierzy w życie pozaetatowe. I w życie na własnych zasadach. Pasjonatka nurtu psychologii pozytywnej, odkrywania mocnych stron i metafory. Mieszka w Poznaniu, gdzie tworzy i prowadzi swoją firmę. Prywatnie książkowy mol i szczęśliwa żona.

Dołącz do newslettera i pobierz ćwiczenie

DIAGRAM ODKRYWANIA TWOICH MOCNYCH STRON

Nie lubisz spamu? To świetnie! Bo ja nie mam na niego kompletnie czasu.

  • Pięknie i metaforycznie, a jednak tak bezpośrednio i dosadnie… Puścić latawiec z całym tym emocjonalnym bagażem i uwolnić się od tego, co trawi od środka i nie pozwala działać. Tak jak piszesz, coś musi odejść, żeby nowe mogło przyjść. Jesteś niesamowicie silna i wiem, że kiedy wypuścisz latawiec, zadzieją się rzeczy jeszcze wspanialsze 🙂

  • Twój post to taki latawiec, który wypuściłaś, kiedy poczułaś, że już czas. Oddalając się od Ciebie, po drodze zrobi jeszcze wiele dobrego 🙂 Bo to, co nam już niepotrzebne, to, co nam już nie służ, z czym się żegnamy i co puszczamy – może dla innych być lustrem albo kawałkiem kolorowego szkiełka do spojrzenia z innej perspektywy. Dziękuję za ten kawałek, który przelatywał nade mną 🙂

  • Joanna Napierała

    Piękny tekst, dziękuję! Nie nawiążę do latawca ale do …Agnieszko Waszego Prywatnego Aniołka, którego macie w niebie. To Wielki Skarb, wiesz?
    Jesteś i bądź dzielna! :*

    • Oczywiście 😉 Wiemy to od momentu Naszego spotkania. Wiemy to i teraz. Ja z Naszej historii i tego spotkania czerpię ogromną siłę 🙂 Dziękuję :*

  • Agnieszko, dziękuję.
    Sama mam troje dzieci na ziemi i jednego Aniołka w Niebie. Wiem, jak boli i jak ciężko pozwolić odejść…

  • Agata Głuchowska

    Zdałam sobie sprawę z czegoś niesamowitego czytając ten artykuł.. dziękuję Agnieszko .. <3

    • Agato, bardzo się cieszę, że artykuł spełnia swoje zadanie i każdy może odnaleźć w nim coś dla siebie. <3

  • Agnieszko, po prostu pozdrawiam cieplutko.Trzymaj sie.

  • Zatrzymał mnie ten wpis. Jest taki prawdziwy.

  • Visell

    Przeczytałam każde słowo. Mam brata-alkoholika, zapija się na śmierć. Nie jestem w stanie tego puścić. Jeszcze nie.

  • Paweł Stachyra

    Wszystkiego dobrego Agnieszko! Bardzo ładnie napisane. 🙂

  • Agnieszko, dopiero teraz tu dotarłam i jestem poruszona. Bardzo mi przykro z powodu Twojej straty, współczuję ogromnie i wirtualnie przytulam. Parę lat temu moje nienarodzone dziecko odwróciło się na pięcie. Niesie się potem przez życie tę smugę cienia, ona w człowieku po prostu jest. Ale – tak jak piszesz – życie zyskuje głębię, dociążenie, jego kruchość i przemijalność staje się faktem. Chciałam Ci tylko napisać, że nadawanie sensu takiej stracie to niezwykle trudne, bolesne, ale i na swój sposób piękne doświadczenie. Piękne wtedy, gdy się umie tak jak Ty odczytać głębsze sensy tej piekielnie trudnej lekcji.
    Przypomniałaś mi o tym wszystkim i tak, też mam parę rzeczy, które może zabrać mój latawiec.

    • Marto, dziękuję za Twój komentarz. Wzruszył mnie i poruszył. I za to wzruszenie również dziękuję 🙂 Uściski Ci ślę.

  • Agnieszko, dzisiaj mój latawiec zabierze ze sobą złudzenie, że można być w dwóch miejscach jednocześnie. Mój zachłanny umysł chciałby takiej bilokacji, ale ciało mówi stop… Rano zapisałam w zeszycie, że żeby gdzieś naprawdę być, trzeba w innych miejscach nie być… I z tym dzisiaj zostaję. Nieustannie porusza mnie Twoja opowieść… Slę uśmiechy na chmurach w Twoją stronę :).

    • Moniko, skąd ja znam tą chęć zrobienia kilku rzeczy w jednym czasie… Choć u mnie ostatnio dużo spokoju i totalne oczyszczanie przestrzeni tej wewnątrz i na zewnątrz. A wraz z porządkami brak miejsca na wielozadaniowość – większość projektów i pomysłów puściłam w świat lub wrzuciłam do kosza 😉 Dziękuję za uśmiechy, a ja wysyłam Ci podmuch wiatru, aby Twój latawiec wzleciał wysoko 😉 Uściski!