pułapki rozwoju osobistego

Nie poganiaj się rozwojowym batem!

Agnieszka Siołek-Cichocka ŻYJ NA WŁASNYCH ZASADACH 18 Comments

Choć rozwój osobisty sprawił, że w moim życiu bardzo dużo zmieniło się na lepsze, ma on swoją ciemną stronę, której nie lubię – delikatnie rzecz ujmując. Do wielu tematów rozwoju osobistego i fali tekstów czy poradników dotyczących jego obszarów podchodzę z dystansem, a często i z niechęcią. Dlaczego? Ponieważ wśród wielu dobrych rzeczy znajdują się i takie, które robią mętlik w głowach i stanowią rozwojową pułapkę. A jaką? O tym poniżej.

1. Terror ekstrawertyzmu

Zewsząd docierają do nas informacje, że mamy błyszczeć, być przebojowi, mieć gadane i wyróżniać się. Tylko po co? I kto na tym zyskuje? Terror ekstrawertyzmu opiera się na przekonaniu, że jeśli jesteś spokojny, wyciszony lub zamknięty w sobie, to na pewno sobie nie poradzisz, nie spełnisz swoich marzeń, nie zostaniesz szefem firmy itd. Kompletna bzdura. Tego typu osiągnięcia nie zależą od ekstra- czy introwertyzmu, ale od ogromnej ilości komponentów sytuacyjnych, psychologicznych i osobowościowych.

Ja akurat zaliczam się do grona introwertyków, którym nie po drodze jest z ekstrawertyczną konwencją. I co? Żyję, realizuję się na swoich własnych zasadach i jestem spełnioną osobą. Ale widzę też, jak ekstrawertyczny przekaz niszczy poczucie wartości wielu osób bardziej podatnych na zewnętrzny wpływ. I za każdym razem czuję niezgodę. Bo ekstrawertyzm nie jest lepszy od introwertyzmu, ani introwertyzm od ekstrawertyzmu. To dwa różne światy, które rządzą się odrębnymi prawami. W każdym z nich drzemie zupełnie inny potencjał. I szkoda mi, kiedy widzę, że najczęściej niszczony jest ten introwertyczny za sprawą poczucia, że skoro nie umiem się pokazać, błyszczeć i brylować w towarzystwie/na forum, to z pewnością coś ze mną nie tak. A przecież to nie tak.

Więcej o introwertykach pisałam w: „Introwertyk w marketingu”.

2. Bądź szczęśliwy

Drażni mnie ten hurraoptymistyczny nurt. Bo życie ma wiele kolorytów. I fajnie zrobić w nim miejsce na smutek, na strach, na złość, na porażkę i wstyd. To są naturalne części składowe życia, które komunikują o naszych ważnych potrzebach i nie wolno ich unikać lub wypychać ze swojego życia.

To ciągłe gadanie o szczęściu jest po prostu męczące. A jeśli nie jestem szczęśliwa? To czy coś ze mną nie tak?

W nagonce szczęścia mam wrażenie, że uśmiech nie może zejść z mojej twarzy, a smucić się kompletnie mi nie wypada. Tymczasem ja, oprócz radości w moim życiu, smucę się, płaczę, złoszczę i wstydzę. Bo tak to w życiu bywa. Bo się wzruszam, bo usłyszę coś smutnego, a to coś mi się złego przydarzy albo coś zawalę. Życie nie jest czarno-białe i nie ma tak, że albo jesteś szczęśliwy, albo jesteś nieszczęśliwy. Czy nie może być pomiędzy? I czy to pomiędzy nie może być wartościowe i dobre? Może.

Ostatnio przeczytałam, że życie nie jest po to, aby przeżyć je szczęśliwie, ale po to, aby przeżyć je sensownie. I całkowicie się z tym zgadzam. Bo presja szczęścia może jedynie zapędzić nas w kozi róg.

3. Bądź pewny siebie

Osobiście nie wierzę w 100% pewność siebie. Dopóki się rozwijamy, napotykamy na nowe sytuacje. A wiadomo, jak to z nowymi sytuacjami jest. Ciężko czuć się pewnym, kiedy czegoś nie znasz i spotykasz się z czymś/kimś pierwszy raz. I jest to całkowicie normalna sprawa.

Dlatego nie podoba mi się gadanie/pisanie o pewności siebie bez wyjaśniania, czym ta pewność siebie tak naprawdę jest. Ponieważ u wielu osób powoduje to zupełnie odwrotny efekt. Boją się, że jeszcze nie są wystarczająco pewni i czekają, zwlekają z działaniem aż ten stan osiągną. Tymczasem on przychodzi bardzo rzadko. Albo nigdy.

A przecież bez wielkiej pewności siebie i nawet będąc nieśmiałym można naprawdę wiele osiągnąć i z powodzeniem realizować swoje marzenia.

4. Życie w work life-balance

Nie wierzę również w work-life balance, ale w życie, które jest sinusoidą.

Ostatnio rodzi się we mnie takie poczucie, że work-life balance zaczyna przybierać formę kolejnego szkodliwego trendu. Ok, zgadzam się z tym, że trzeba dbać o energetyczny balans, aby uchronić się przed wypaleniem zawodowym, przemęczeniem, chorobami itd. Jednak pomimo to w życiu i w pracy nie ma jednostajnej harmonii. Nie ma tak, że poziom jest ciągle taki sam. Za to są wzloty i upadki, góry i doliny, chwile mocy i słabości, radości i zwątpienia. Ciągła sinusoida. I dobrze, ponieważ te gorsze momenty są nam do czegoś potrzebne, chociażby do tego, aby nauczyć się czegoś nowego i rozwijać się, bo to przeszkody wyzwalają ruch i rozwój.

Więc jedyne co ważne, to nie siedzieć zbyt długo w dołku, w który, każdemu z nas, zdarza się od czasu do czasu wpaść.

5. Możesz być, kim tylko chcesz

Czy naprawdę mogę być, kim tylko chcę? Mówcie mi, co chcecie, ale ja nie mogę. Mam swoje ograniczenia, swoje mocne i słabe strony oraz predyspozycje, które zawężają moje pole działania. Mam też ograniczoną ilość czasu, która wzmacnia ten fakt. I nie to, że nie wierzę w siebie, bo wierzę i wiem, że kiedy chcę, to mogę wiele. Ale na pewno nie wszystko. Na niektóre rzeczy jest już za późno, niektórych rzeczy już nigdy się nie nauczę, bo zwyczajnie nie starczy mi czasu. Nie zostanę już wirtuozem gitary elektrycznej (a kiedyś chciałam!), gimnastyczką artystyczną (też chciałam!) ani projektantką mody (nadal bym chciała;)). I przyznam szczerze, że ten fakt wcale mnie nie smuci. W życiu nie można mieć wszystkiego i tyle.

Cały czas dokonujemy jakichś wyborów, które wykluczają z naszego życia pewne opcje. I ok. Fajnie się motywować i mieć nadzieję, że jeszcze uda mi się to i tamto, ale warto podejść do tego realnie. Określić swoje aktualne zasoby, mocne i słabe strony i na tej bazie oszacować swój aktualny potencjał. A potem wziąć się do roboty! Akurat mnie doświadczenie nauczyło, że rozwój osobisty i osiąganie swoich celów, to ne jest bułka z masłem, ale ciężka harówka (która trwa całe życie!) i regularne pokonywanie własnych ograniczeń, z którymi hasła „mogę być, kim tylko chcę” nie mają nic wspólnego.

6. Niekończący się wyścig

„Rozwój osobisty” to brzmi dobrze. Sama zresztą napisałam artykuł o tym, że najlepsza inwestycja to inwestycja w siebie, poprzez rozwój właśnie i zdanie podtrzymuję, ale…

Rozwój osobisty może być również pułapką, w szczególności dla perfekcjonistów, która budzi presję oraz poczucie, że ciągle jest niewystarczająco, ciągle za mało, ciągle jeszcze tyle warsztatów do przejścia, celów do zrealizowania, umiejętności do opanowania, nawyków do wprowadzenia, sukcesów do osiągnięcia! Ufff.

Niezwykle trudno odnaleźć złoty środek i własną drogę w tej mnogości „niezbędnych spraw”. Dlatego od czasu do czasu trzeba zwolnić i wyhamować. Co jakiś czas zatrzymać się i zadać sobie pytanie, czy właśnie tego chcę, czy jest mi to potrzebne i zgodne z moimi wartościami. To wszystko po to, by nie wpaść w rozwojowy wir, w którym traci się rachubę tego, co jest naprawdę ważne. I aby nie poganiać się ciągle rozwojowym batem.

7. Eventy motywacyjne

Dobrze jest szukać inspiracji oraz mieć bodziec do rozwoju, ale moim zdaniem najlepiej znaleźć to wszystko w sobie. Owszem, pomagają w tym zewnętrzne środki, tylko do czasu, kiedy nie uzależniają od fali emocji, której nie da się osiągnąć w domowych warunkach, gdzie po kątach pomieszkuje codzienna proza życia.

Dlatego z dużym dystansem podchodzę do eventów, na których pobudza się uczestników radosnymi okrzykami, tańcami, wykrzykiwaniem radosnych haseł i innymi technikami, które mają za zadanie wrzucić ludzi w niedostępny dla nich na co dzień stan, tylko po to, aby na zakończenie kupili produkt i wrócili innym razem po następny.

Żeby nie było, nie neguję każdej imprezy rozwojowej. Sama chodzę na spotkania rozwojowe i warsztaty z których czerpię ogrom korzyści, ale, wybieram takie, na których nie będę mieć styczności z manipulacyjnym marketingiem, który, w mojej opinii, jest nieetyczny.

8. Życie i praca z pasją

Sporo pisze się również o życiu i pracy z pasją. A ja jestem zdania, że pasja jest przeceniona i przereklamowana. Ciągłe podkreślanie, że trzeba mieć w życiu pasję prowadzi u niektórych do poczucia bycia gorszym i nieadekwatnego życia. Bo jak to tak żyć bez pasji? A właśnie, że można. Można nie mieć pasji, a przy tym być spełnionym i mieć poczucie sensu, bo naprawdę nie każdy musi ją mieć.

To samo dotyczy pracy. Nie dajmy się zwariować w temacie biznesu z pasją. Ponieważ są inne niezbędne elementy, które warunkują dobre funkcjonowanie biznesu, a pasja, choć wspomaga procesy motywacyjne, do niezbędnych czynników nie należy. Ale o tym więcej innym razem.

I jeszcze jedna rzecz. Ja akurat mam pracę opartą na pasji, ale… Ona nie sprawia, że pracuję mniej, że jest mi prościej i z górki. Natomiast jest jedna rzecz, która sprawia, że chce mi się mimo wszystko to robić – są to moje wartości. I to właśnie bez nich ani rusz.

Więcej o tym przeczytasz we wpisie „Do cholery… z pasją!”.

9. Pokaż się!

Męczy mnie informacyjny ekshibicjonizm, który obnaża ze wszystkiego.

Kiedy słyszę lub czytam motywacyjne hasła, które zachęcają do pokazywania siebie i tego, co się robi, zastanawiam się, gdzie w tym wszystkim jest granica własnej intymności i pielęgnowania jej. Mam z tym kłopot, ponieważ należę do tych, którzy nie lubią się pokazywać. Nie dlatego, że jestem nieśmiała (jest wręcz przeciwnie), ale dlatego, że dla mnie nie wszystko jest na pokaz, nie wszystko jest do opowiedzenia, nie wszystko do pochwalenia, nie każdy wstyd do pokonania. Swoją drogą, czy wyobrażasz sobie, co by było, gdybyśmy nie wstydzili się niczego i chcieli dzielić się wszystkim? Ja wolę sobie nawet tego nie wyobrażać.

Osobiście lubię czuć, że mam swoje terytorium (zarówno to emocjonalne, psychiczne, fizyczne i materialne), którego nie wystawiam na pokaz, tylko dlatego, że tak wypada, bo to jest modne, bo większa otwartość sprzyja budowaniu więzi z odbiorcą. Jest mi dobrze z tym, że świat nie zna mnie na wylot.

Wbrew pozorom nie każdy opór przed pokazywaniem się jest związany z obawą przed krytyką/oceną, co często jest w ten sposób interpretowane. Nie zapominajmy, że istnieje jeszcze coś takiego, jak intymność, o którą warto dbać.

10. Stwórz własny biznes

I tu kolejne STOP.

Choć sama jestem fanką życia pozaetatowego i na blogu wiele o tym piszę, jestem bardzo daleka od twierdzenia, że własny biznes jest jedyną słuszna drogą i najlepszym wyborem z możliwych. Bo nie jest. Uważam, że własna firma nie jest lepsza od etatu, ani etat od firmy. Jest to ZAWSZE tylko i wyłącznie kwestia indywidualnych preferencji i predyspozycji. I to od nich, a nie od panującej mody na pasjobiznesy, zależy, która z opcji, etat czy firma, będzie dla ciebie lepsza i bardziej rozwijająca.

Rozwój osobisty? Jak najbardziej, ale z wyczuciem własnym potrzeb, granic, wartości i z głową. Bo nie wszystko jest dla wszystkich. Dlatego na pierwszym miejscu bardzo dokładnie należy poznać siebie. Wtedy ma to sens i podnosi jakość naszego życia.

Czy Ciebie również coś z tej listy dotyka? A może dorzucisz do niej coś innego?

AUTOR

Agnieszka Siołek-Cichocka

Facebook Google+

Projektant zawodowej zmiany. Pedagog. Logopeda. Twórca marki Dwie Kropki Wierzy w życie pozaetatowe. I w życie na własnych zasadach. Pasjonatka nurtu psychologii pozytywnej, odkrywania mocnych stron i metafory. Mieszka w Poznaniu, gdzie tworzy i prowadzi swoją firmę. Prywatnie książkowy mol i szczęśliwa żona.

Dołącz do newslettera i pobierz ćwiczenie

DIAGRAM ODKRYWANIA TWOICH MOCNYCH STRON

Nie lubisz spamu? To świetnie! Bo ja nie mam na niego kompletnie czasu.

  • Mam podobne przemyślenia ostatnio – podobne w sensie, że do rozwoju trzeba podchodzić bardzo świadomie. I też już mam w głowie blogowy tekst o największej, jak dla mnie, pułapce związanej z rozwojem osobistym: o braku równowagi pomiędzy czytaniem/zdobywaniem wiedzy/inspirowaniem się – a działaniem. Nawet postanowiłam w listopadzie ruszyć z małym eksperymentem, ale o nim opowiem Tobie jak się zobaczymy 🙂

    • No właśnie. Dysproporcja między inspirowaniem się a działaniem to kolejny temat-pułapka. Czekam niecierpliwie na Twój tekst i opowieść o eksperymencie 😉

      • W książce Ani Urbańskiej był podjęty temat szkoleń motywacyjnych. Ludzie wychodzą z nich napompowani energią, ale zapominają, żeby zrobić chociaż mały krok w kierunku zmiany. A potem ta motywacja bardzo opada i nie widać ani zmian, ani pieniędzy inwestowanych w szkolenie. Osobiście nie inwestuję w takie szkolenia (choć chętnie bym poszła, gdyby ktoś chciał w barterze mi to zaproponować, w dogodnym dla mnie terminie). Generalnie wniosek był taki, by chodzić na szkolenia, które dadzą konkretne narzędzia, nie będą przegadane.

  • Bardzo dobry tekst, gratuluję! Parcie na rozwój osobisty jest wszechobecny i mocno odbijający się w trendach na kolejne lata. Ważne jest zachować pewien balans i dystans do siebie samego oraz otoczenia. Podążanie za tym co modne, nie zawsze jest dobre. Szczególnie jeśli definicji rozwoju osobistego jest tyle co ludzi i jest często mylony z innymi działaniami, mającymi negatywny wpływ na naszą osobę, szczególnie samoocenę i pewność siebie (mowa o eventach motywacyjnych).

  • O Jezusie, w końcu ktoś siedzący w „branży” powiedział to wszystko. Podpisuję się pod każdym punktem. CAPSLOCKIEM. Świetny tekst Agnieszka! 🙂

  • Och, tym razem to Ty Agnieszko czytasz w mojej głowie 🙂 Czasem łapię się na tym, że sama zapędzam siebie w taki kozi róg. Zdrowy dystans zawsze jest potrzebny 🙂

    • Pewnie każdy z nas się w niego od czasu do zapędza 🙂 Ale ważne, aby po tym umieć wrócić na stary tor 😉

  • Beata Łuczak

    Trafne uwagi. Bardzo dziękuję za ten tekst. Daje mi wiele do myślenia.

    • Beato, dziękuję za Twój komentarz. No i miło mi, że wzięłaś coś z tekstu dla siebie. Pozdrawiam 😉

  • Agnieszko, ważny temat podniosłaś i bardzo wnikliwie go wyczerpałaś. Mnie dużo dało kiedyś takie rozróżnienie na „rozwijanie się” i „rozwijanie siebie”. W rozwoju osobistym nie chodzi przecież, by w ogóle rozwijać się jakkolwiek. Chodzi o to, żeby rozwijać rzeczywiście siebie, czyli poznać siebie, swoje mocne i słabe strony, uwzględnić kontekst swojej sytuacji osobistej i zawodowej. Nie da się chwycić wszystkich srok za ogon, trzeba wybrać dobry kierunek dla siebie – taki, który najbardziej służy mnie, a nie odpowiada najnowszym trendom.

  • Pingback: Jakim jesteś dla siebie szefem? - Pracownia Edukreacji()

  • Katarzyna

    O, rany! Mam wrażenie, że to ja napisałam ten artykuł 🙂 Przepraszam, że nie wniosę nic nowego do dyskusji, ale naprawdę nic bym tutaj nie dodała, ani nie ujęła 🙂

  • Zgadza się, pozwolenie na to by nas ktoś czy coś pirywało bez zastnowienia, co dla nas jest tak naorawdę ważne nie da efektu, lub da tylko na chwilę…I ten ekhibicjonizm, zgadzam się…mowienie o sobie niemal wszystkiego i włączanie w to swojej rodziny (często nieświadomych jej członków), moźe orzynieść dokładnie odwrotne skutki od tych, których oczekujemy…